Mojego pierwszego PieCa dostałem w roku 2000. Jego parametry zostawiały sporo do życzenia, bo procesor 486DX 44 MHz i 4 MB RAM oraz karta z 1 MB nie mogły zachwycać, tym bardziej, że większość moich znajomych miała już porządne Pentiumy, akceleratory i co najmniej 32 MB RAMu. Wcześniej miałem jednak tylko Amigę 500, więc sprzęcik i tak zrobił na mnie wielkie wrażenie.
Na moim dysku twardym o pojemności 100 MB miałem system operacyjny Norton Commander uruchamiany poprzez dyskietkę (dysk startowy Windowsa 98), bo nie miał sekwencji startowej. Szybko zainstalowałem moją pierwszą i jedyną grę - Duke Nukem 3D. Po jej szybkim skonfigurowaniu i uruchomieniu szczęka mi dosłownie opadła. Wtedy na PC-tach jeszcze się nie znałem, więc nawet nie zwracałem uwagi na to, że gra mocno się zacinała. W końcu na Amidze 500 było to zupełnie normalne. Zastanawiałem się tylko jak ktoś mógł zrobić taką, wręcz idealną grę. Prawdę mówiąc o Duke Nukem nie trzeba wiele mówić, bo każdy tą grę zna doskonale, nawet ci młodsi gracze. Mógłbym od razu wystawić wystawić ocenę, plusy, minusy i to w zupełności by wystarczyło. Z obowiązku redaktorskiego muszę jednak opisać wszystko szczegółowo.
Fabuła.
Duke Nukem to typowy macho, jego muskularne ciało potrafi przyciągnąć każdą kobietę, z czego też jest on oczywiście dumny. Pewnego dnia lecąc swoim pojazdem słyszy w radiu wołanie o pomoc ("Mayday, Mayday"). Chwilę po tym zostaje trafiony przez jakiś pocisk i w dosłownie ostatniej chwili udaje mu się ewakuować. W ten oto sposób Duke znalazł się na dachu jakiegoś budynku w Los Angeles. Bierze od razu pistolet w rękę i zamierza uratować świat oraz wszelkie kobity od kosmitów, którzy zaatakowali naszą planetę.
Tyle jeśli chodzi o fabułę. Można ją przeczytać w dowolnym momencie podczas gry wciskając klawisz F1. Jest ona tam krótko opisana i w sumie mogłoby jej w ogóle nie być, a gra niewiele by straciła. Nie wnosi nic do gry, mimo wszystko czytając ją pojawia się uśmiech na twarzy gracza, co powoduje powoduje później wieloma kolejnymi atakami śmiechu podczas samej rozgrywki.
Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, nie jest nigdzie powiedziane kiedy dokładnie. Mamy już więc różne futurystyczne bronie czy też latające pojazdy, które zastąpiły samochody. Szkoda tylko, że z tych pojazdów niemożna korzystać :). Sama fabuła rozwija się nieco w miarę przechodzenia kolejnych epizodów. Te zostały podzielone na szereg misji. Po przejściu epizodu naszym oczom ukazuje się krótki filmik, w którym poznajemy dalszą część historii.
Rozgrywka.
Sama rozgrywka została wykonana wręcz idealnie. Do dziś miło jest powrócić do gry i wciąż można czerpać z niej tyle samo przyjemności co dziesięć lat temu. Podczas gry cały czas towarzyszy nam mnóstwo akcji i świetnego humoru. W przeciwieństwie do tysiąca i jednej gry, która próbowała pobić legendarnego Dooma mamy tu nacisk głównie na akcję. Takiej rzezi jak w Duke Nukem nie widziałem wcześniej w żadnej innej grze. Gracz musi ciągle powalać setki wrogów i postępować wg schematu "najpierw zabijaj, a potem zastanawiaj się co dalej".
Podczas zabijania wrogów towarzyszą nam zwykle ogromne rozlewy krwi, latające tu i ówdzie łuski oraz mnóstwo wybuchów. Wchodząc do kolejnych pomieszczeń trzeba zawsze być przygotowanym na zadymę. Dodatkowo można używać prawie wszystkich obiektów jakie napotkamy. Nasz bohater może skorzystać z toalety (lub podglądnąć obcego podczas wykonywania tego procesu :P), włączać i wyłączać telewizory, oglądać film w kinie, zapłacić tancerce w klubie, by ta się rozebrała, a nawet wysadzić cały budynek w powietrze. Gracz ma pełną swobodę. Oczywiście całości towarzyszy świetny humor, o którym również napiszę w dalszej części recenzji. Warto jeszcze powiedzieć, że autorzy dali nam (po raz pierwszy w grze FPP) możliwość zmiany kamery na TPP, czyli zza pleców bohatera. Co prawda nie jest to jeszcze do końca dopracowane, bo Duke jest lekko przezroczysty i wykonuje nieco sztuczne ruchy.
Broń.
Arsenał jaki dali nam autorzy to dziesięć świetnych broni, które zachwycały jeszcze bardziej niż pukawki w Doomie. Gracz rozpoczyna przygodę z pistoletem i glanami. Oczywiście nigdzie daleko się z takim uzbrojeniem nie zajdzie, więc szybko trzeba znaleźć coś lepszego. I tak można trafić na strzelbę, która to potrafi powalić nawet kilku słabszych przeciwników na raz. Później w kolejce jest karabin maszynowy, który dosłownie zmienia wrogów w krwawą miazgę. Broń bardzo skuteczna nawet na tych silniejszych wrogów, ale przez to, że nie musi być przeładowywana to szybko kończy się w niej amunicja. Kolejną bronią jest rakietnica, czyli ulubiona broń wszystkich fanów Doom i innych starych FPSów. Bardzo silna broń do rozwalania dużych grup mniejszych wrogów i pojedynczych silnych. Dalej mamy zmniejszacz i zamrażacz. Pierwsza zmniejsza potwory, a my podchodząc do nich możemy zgnieść delikwentów butem. Druga ma podobny efekt, zamraża stwora, a gracz kopnięciem rozwala go na małe kawałeczki. Bronie skuteczne zarówno na silnych, jak i na słabych wrogów, ale tylko na pojedynczych osobników. Ciężko jest zabić tak kilku przeciwników, bo zmniejszeni, czy zamrożeni kosmici po kilku sekundach wracają do normalnych postaci.
Mamy też granaty. Rzucamy je i detonujemy kiedy chcemy. Kolejną bronią są miny laserowe. Bardzo dobry bajer, przyklejamy do ściany, te natomiast wysyłają strumień lasera i gdy ktoś lub coś go dotknie to mina wybucha. Można w ten sposób zastawiać pułapki na swoich przeciwników. Ostatnią, moją ulubioną jest dewastator - dwie ogromne rakietnice, które posyłają w bardzo szybkim tempie rakiety. Niestety amunicja szybko się kończy, a strzelanie w biegu często kończy się zabiciem samego siebie.
Jak widać broni jest sporo, a każda ma inne właściwości. Wszystkie przydają się w innych sytuacjach i trzeba ich używać z głową, bo amunicji nie ma zbyt dużo na mapach. Całość jest wg mnie bardzo dobra i podobało mi się bardziej niż w Doomie czy innych grach tego typu.
Przeciwnicy.
Galeria potworów z jakimi przychodzi nam walczyć jest również bardzo pokaźna. Muszę powiedzieć, że są to najlepsze potwory w grze FPS jakie kiedykolwiek widziałem. Nie dość, że mają wspaniały wygląd to jeszcze różnie się zachowują i trzeba mieć na nich swoją taktykę. Początkowo spotykani żołnierze nie są szkodliwi i łatwo ich zabić nawet zwykłym pistoletem. Problem w tym, że czasami upadają na ziemię, a gdy tylko gracz się odwróci to wstają i dalej atakują. Czasami potrafią oni też się teleportować, czy wyskakiwać z zaskoczenia. Kolejne potwory - świniogliny - to zmutowani ludzie. Chodzą uzbrojeni w strzelby, ale często też korzystają z różnych pojazdów. Nie raz zdarza się spotkać świnie lecącą nad naszą głową i strzelającą w nas serią z karabinu. Czasami zasiadają też za sterami czołgu.
W dalszej rozgrywce spotykamy też o wiele silniejsze bestie, potwory przypominające wyglądem jaszczury z karabinami czy pełzające po syficie i ścianach zielone zielone mózgojady. Są też ośmiornice zamieszkujące kanały i ścieki, latające bestie z wyrzutniami rakiet i cała masa innych potworów.
Najlepsi są jednak bossowie. Są ogromni i potrafią wytrzymać nawet cały zapas rakiet posłany w ich klatę. Spotykamy ich trzech, każdy kończy dany epizod. Oczywiście jego zabicie skutkuje też wyświetleniem zabawnego filmiku z dalszą częścią fabuły. Raz Duke załatwia potrzebę fizjologiczną na konającego bossa, innym razem rozwala mu głowę butem. Całość może naprawdę mocno rozbawić.
Humor.
Skoro o rozbawianiu mowa to warto powiedzieć to i owo o humorze w grze. Na jego brak nikt nie powinien narzekać. Nasz bohater ciągle wypowiada różne, zabawne teksty, a mapy są wypełnione po brzegi różnymi ester-egg'ami. Mnie najbardziej rozbawiło miejsce, w który to leżał martwy marine z Dooma, a Duke Nukem wypowiadał w tym miejscu tekst "This is one of these Doom Space Marines". Duke wypowiada swoje zabawne teksty przez prawie cały czas, a do tego większość z nich może rozbawić.
W powietrzu i pod wodą.
Duke nie jest też taki jak bohaterzy innych, wcześniejszych gier. Otóż może on przenosić różne przedmioty i w dowolnym momencie ich używać. Każdy z nich jest przydatny, np. jetpack pozwala nam latać, hologram zmylić wrogów (potwory zamiast zaatakować nas, atakują hologram), sterydy zwiększające moc naszego kopnięcia czy przenośna apteczka. Można też oczywiście pływać, wtedy przydatny okazuje się zestaw do nurkowania. Do chodzenia po kwasach i innych niebezpiecznych substancjach przydają się specjalne buty. Mamy więc wiele przedmiotów i możliwości, czego brakowało we wcześniejszych gracz. Oczywiście Duke poza lataniem i pływaniem może też skakać, kucać, patrzeć w górę i w dół, obracać głowę do tyłu i na boki (bez zmieniania kierunku reszty ciała). Takich rzeczy nie miała wcześniej żadna gra FPP, no może poza Dark Forces, ale niestety gra przeszła bez większego echa.
Poziomy.
W trzech epizodach przyjdzie nam odwiedzić bardzo dużo różnych lokacji. Każda mapa została opracowana w najdrobniejszych szczegółach. Początkowo odwiedzamy dzielnice Los Angeles (Hollywood, Dzielnica czerwonych latarni), później biegamy do różnych kanionach i pustyniach. W końcu jednak trafiamy na statek kosmiczny obcych, który jest prawdziwym labiryntem. Po wykonaniu swojego zadania w kosmosie wracamy na ziemię, a dokładniej mówiąc do China Town. Wszystkie te poziomy są bardzo dobre, pełno w nich dużych, otwartych lokacji, ciasnych korytarzy, wind, schodów i... sekretów.
|
Jedyną wadą była ilość okrągłych ścian, tak jak w Doomie. Tu mamy ściany ustawione względem siebie pod kątem 90, lub 45 stopni. Nie jest to jednak zauważalne dzięki tysiącom obiektów umieszczonych na mapach. Muszę przyznać, że poziomy w Duke Nukem 3D są najlepszymi poziomami jakie dane mi było zobaczyć w grze FPP. Nie mogę nawet wyszukać żadnej gry, która miałaby lepiej skonstruowane mapy.
Misje.
W każdej misji mamy ten sam cel - dotrzeć do końca poziomu, czyli deaktywowanie bombki z napisem "auto-destrukcja". Po drodze jednak trzeba też sporo się nakombinować, aby ten cel osiągnąć. Trzeba szukać kluczy, zgadywać szyfry czy też strzelić zmniejszaczem w lustro (w ten sposób pomniejszamy samego siebie), aby przejść przez jakiś bardzo ciasny tunel.
Grafika.
Wizualnie Duke Nukem 3D prezentuje się po mistrzowsku. Wszystkie tekstury, potwory, wybuchy i inne bajery wyglądają wręcz idealnie. Mógłbym się przyczepić do jednej rzeczy: duże piksele po zbliżeniu się do potworów. Jest to jednak drobny szczegół.
Nieco nie podobała mi się też krew i latające szczątki, bo po rozjaśnieniu obrazu krew zamiast być czerwona była... pomarańczowa. No tak, czepiam się szczegółów :).
Na pochwałę zasługują też animacje, które są bardzo piękne. Duke przepięknie wręcz przeładowuje broń, potwory miotają się chwilę przed śmiercią, woda leje się strumieniem z rozwalonego hydrantu, okna roztrzaskują się w drobny mak, butle z gazem wybuchają bardzo realistycznie, kobiety tańczą w klubach nocnych, a w telewizorach widać kawałki filmów. Potwór po zetknięciu z naszą rakietą rozwala się na małe kawałki (może wtedy przelecieć przez ekran ręka, oko czy nawet cała głowa). Wszystko to (i nie tylko) jest ładnie animowane. Po prostu cud, miód i orzeszki.
Oczywiście wszystkie potwory rzucają cienie na podłoże, a światła realistycznie oświetlają pomieszczenia. Sączące się snopy światła przez okno czy błyskająca żarówka wyglądają bardzo ładnie.
Dodatkowo można ustawić rozdzielczość nawet 800x600 pikseli, a po wpisaniu odpowiedniego parametru nawet 1600x1200 pikseli! Wcześniejsze gry obsługiwały natomiast tylko 320x200 punkcików.
Audio.
Sprawa dźwięku, tu mam nieco gorsze zdanie. Ogólnie wszystkie dźwięki są dobre, nawet bardzo. Komentarze Duke'a, odgłosy strzelania, wybuchy czy ryki potworów to czyste mistrzostwo. Co mi się więc nie podobało? Muzyka, jak pierwszy raz zagrałem w DN3D to byłem nią zachwycony, słuchałem jej cały czas. Niestety dziś mam o niej inne zdanie, bo poznałem Dooma i okazało się, że tam muzyka jest bardzo podobna. Widać od razu, że 3D Realms niemal skopiowało ścieżkę audio z Dooma.
Multiplayer.
Jak na porządną grę FPP przystało, tak Duke Nukem 3D posiada również bardzo dobry tryb multiplayer. Ja miałem okazję zagrać tylko raz, w szkolę, więc nie mam za dużo wspomnień z multi, ale mimo wszystko zabawa była o wiele lepsza niż w singlu. Grać można do ośmiu graczy jednocześnie w trybie deathmatch lub kooperacji. A w jaki sposób można grać? Poprzez LAN, modem lub sieć. Nie napiszę dużo na ten temat, bo jak już pisałem nie grałem długo w multi.
Zaszalejmy!
W grze można wybrać też jeden z czterech poziomów trudności. Pierwszy, podpisany Łatwizna, to poziom dla najsłabszych graczy. Nikt nie będzie tu narzekać na brak amunicji, przeciwnicy natomiast są bardzo słabi. Kolejny poziom trudności nazywa się Zaszalejmy. Jest niewiele trudniejszy od poprzedniego. W ostatnich dwóch ("No, spróbuj" i "Niezły jestem") natomiast mamy już istną masakrę. Nie dość, że potworów jest bardzo dużo to są jeszcze o wiele bardziej wytrzymali niż normalnie, a jak dodać do tego fakt, że przeciwnicy cały czas się odradzają to już możecie sobie wyobrazić co dzieje się na ekranie. Amunicji prawie ciągle brakuje, więc trzeba oszczędzać, bo bez broni niewiele uda nam się zdziałać. Ja jednak bawiłem się świetnie w trudniejszych trybach, ciągle towarzyszyło mi napięcie i radość jednocześnie. Napięcie czułem, gdy w pistolecie miałem ledwie kilka kul, a ja nie wiedziałem co będzie się czaić za drzwiami czy za rogiem. Radość natomiast dzięki tym komentarzom Duke'a :). Polecam wszystkim zagrać w trudniejszych trybach (nie próbuj tylko wpisywać kodów, bo i tak nie da się ich używać na tych poziomach trudności :D).
Polonizacja.
Gra Duke Nukem 3D została też wydana wydana w polskiej wersji. Miałem okazję ostanio nawet w nią zagrać, znalazłem ją na płycie... chyba z CD-Action. Tam były trzy części Duke'a i demo Serious Sam. Samo spolszczenie zostało wykonane świetnie. Wszystkie napisy oraz teksty mówione zostały w 100% spolszczone. Osoba, która wcieliła się w rolę Duke'a bardzo ładnie mówi wyluzowanym, spokojnym głosem. Czasami też słychać mocne zdenerwowanie czy śmiech w kwestiach mówionych, oczywiście zawsze to pasuje do aktualnej sytuacji, np. bohater na początku pierwszego epizodu mówi lekko zdenerwowanym głosem "Te cholerne ufoludy bekną mi za zniszczenie mojej bryki". Spolszczenie mogę śmiało uznać do jednego z najlepszych.
Ja mimo wszystko wolę i tak grać w oryginalną, angielską wersję gry. Tu, zresztą jak w każdej grze, głosy są o wiele lepsze niż w wersji polskiej. Duke mówi wyraźniej i bardziej naturalnie. No, ale jak ktoś ma problemy z angielskim to może śmiało zagrać w polską wersję :). Można też zostawić angielskie głosy, a zainstalować spolszczenie samych napisów, które można ściągnąć z internetu :).
Gore.
DN3D zasłynął również z bardzo dużej brutalności. Już na ekranie tytułowym widoczny jest napis "Uwaga: Tylko dla dorosłych!". No i rzeczywiście gra jest bardzo krwawa. Wspominałem już, że przez ekran może przelecieć ręka czy oko potwora, gdy ten dostanie rakietą. To nie jest wszystko, potraktowany serią z karabinu kosmita może też paść na kolana i miotać się chwilę przed śmiercią opryskując przy tym ściany dookoła krwią. Również jeśli strzelamy do stwora, a ten stoi przy jakiejś ścianie to za nim pojawia się spora ilość krwi, która powoli ścieka, by po chwili zastygnąć. Nawet jeśli przejdziemy po plamie krwi to będziemy za sobą zostawiać krwawe ślady.
Tu i ówdzie możemy też spotkać ciało nadziane na pal, kobietę w kokonie, walające się ludzkie szczątki czy też rozmazane flaki na ścianach. Jest tego wszystkiego bardzo dużo, jak ktoś jednak chce to może wyłączyć wszystkie te efekty gore (oraz treści erotyczne i wulgarne teksty) w menu, a następnie zabezpieczyć to hasłem.
Klimat.
Nieco na sam koniec zostawiłem sam klimat, który jest zresztą fantastyczny. W zależności od poziomu, w którym jesteśmy klimat jest zupełnie inny. Raz mamy horror, w którym to strach jest wyjrzeć zza ściany, innym razem mamy mnóstwo akcji i powalamy setki różnych stworów. Nigdy jednak nie ma nudy, bo na monitorze cały czas coś się dzieje.
Początkowo już mamy mnóstwo akcji. Po wylądowaniu na dachu budynku w Los Angeles możemy jeszcze zobaczyć jak nasz pojazd rozbija się po sąsiedni wieżowiec. Dalej już jest tylko lepiej. Jak do tego dodać, że podczas gry prawie wszystko można zniszczyć to jeszcze bardziej chce się grać. Właśnie, rozwałka to kolejny plus tej gry. Rozwalić można zarówno małe obiekty (butelki, hydranty), nieco większe (telewizory, toalety), aż po całe ściany i budynki! Jest tego bardzo dużo, więc nikt na nudę nie powinien narzekać.
A co jeszcze poza rozwałką jest w tej grze? Mnóstwo sekretnych pomieszczeń czekających na odkrycie przez gracza, w nich zwykle znajdujemy jakąś broń czy inny przedmiot. Poza sekretami mamy mnóstwo akcji, która cały czas się zmienia. Raz gracz pędzi przez miasto powalając potwory, później kosmicie chcą usmażyć Duke'a na krześle elektrycznym, a jeszcze w innym miejscu nurkujemy w zalanym wodą mieście. W ogóle nie mowy o chwili spokoju, cały czas się coś dzieje, a czegoś takiego właśnie brakowało w innych, wcześniejszych grach FPP. Zwykle trzeba było w nich wybić wrogów i szukać przejścia dalej, w DN3D też szukamy kluczy i przejść, ale przez cały ten czas odpieramy też ataki wrogów. Jest to niewątpliwie wielka zaleta tej produkcji.
Reasumując.
Na podsumowanie powiem krótko - Duke Nukem 3D to gra legenda, dziś bawi równie dobrze co te dziesięć lat temu. Warto więc zagrać w tą grę i razem z Nuklearnym Księciem uratować Ziemię przed obcymi. Jest to wyjątkowy FPS, ten świetny klimat, wspaniała grafika i humor to jedne z wielu zalet tej gry. Polecam zagrać w nią wszystkim młodszym graczom, którzy jeszcze tego nie zrobili.
Ocena: 9+/10
| Plusy: |
Minusy: |
|
+ grafika + humor + klimat + mapy |
- muzyka za bardzo podobna do tej z Dooma |
lukasz050792
|